Winna blogosfera rok później

mini_jongleur

Jeżeli rozwój winnej blogosfery mierzyć ilością blogów poświęconych winom, można by wysnuć wniosek, że wchodzimy w stadium pewnej dojrzałości. Smutna to konstatacja, bowiem w tym przypadku ilość zdecydowanie nie przechodzi w jakość, co w ostateczny sposób pogrąża teorię niejakiego Marksa. Natomiast bez wątpienia blogosfera się profesjonalizuje i to drugi smutny wniosek, bowiem profesjonalizacja ta nie dotyczy meritum, czyli wina lecz niemal wyłącznie umiejętności funkcjonowania w necie. W efekcie pojawiło się dwie nowe kategorie blogów, w większości nie nadających się do czytania:

Blogi funkcjonariuszy
To robocza nazwa blogów pisanych na zlecenie pracodawców. Pół biedy kiedy są to blogi dziennikarzy np. Magazynu Wino, choć uważam tę działalność za pozbawioną sensu i sądzę, że zarówno dziennikarze, jak i ich pracodawca więcej by skorzystali gdyby ich blogerska twórczość powstawała poza internetowymi łamami Magazynu. Gorzej kiedy blogi piszą dziennikarze, a właściwie pracownicy importerów. I o ile blog pana Wojciecha Gogolińskiego jakoś się w tej sytuacji broni – dzięki zawartości merytorycznej, to wynurzenia pani rzuconej przez zarząd Makro na odcinek blogowania, po prostu żenują. Prościej, uczciwiej i bardziej litościwie dla czytelnika byłoby po prostu przygotować i rozesłać profesjonalny mailing zamiast pieprzyć o jakimś blogowaniu, zaś nadawanie temu czemuś nazwy Teoria Wina jest dość humorystyczne.

Blogi na zlecenie
Inną kategorią jest grupa nazwana roboczo Blogi na zlecenie (czytaj dyskontów). Blogi na zlecenie to kategoria, do której dziarskim krokiem dołącza grupa blogerów, mająca najwyraźniej problemy z identyfikacją celów swojego blogowania i kolejny karton wina przysłany przez dyskont staje się wybawieniem, bo wreszcie jest o czym pisać. Nie chcę nawet rzucać podejrzenia, że celem jest właśnie chęć otrzymania tego kartonu, niemniej zwracam uwagę, że blogowanie zakłada niezależność. Zaś poddawanie się najprostszej tresurze: my wysyłamy – ty piszesz, jest tej niezależności zaprzeczeniem. Aż chce się zawołać: ludzie – na świecie jest dziesięć tysięcy winnych szczepów, dziesiątki tysięcy winiarzy, setki tysięcy win i miliony winnych problemów, a wy marnujecie swój czas na opisywanie kolejnych dziesięciu win z biedronkowego mailingu. Ale to wasz wybór, w której chcecie być kategorii.

Konkursy na blogi
Cieszę się, że wreszcie Magazyn Wino rozpisał swój konkurs na blog winiarski roku, choć do samych nominacji mam parę zastrzeżeń. Podobne zawody mogłaby urządzić Winicjatywa, co też miałoby sens. Natomiast organizowanie takiego konkursu przez importera – Czas Wina jest po prostu obciachem. Myślę, że nieodległa jest sytuacja, w której swój konkurs na blog roku ogłosi Lidl lub Żabka, że o nieśmiertelnej Biedronce nie wspomnę. Paru faworytów sięgających po laur w takim konkursie już mam.

Moje typy na blog roku
Z zeszłorocznych zwycięzców mojego rankingu (a znaleźć ich można tu: http://jongleur.pl/index.php/page/3) pięciu znalazło się na liście nominacji Magazynu Wino. To: Enofaza, Winniczek, Blisko Tokaju, Białe nad czerwonym i Pisane Winem. Z wyjątkiem tego ostatniego, który w październiku stał się praktycznie tubą Biedronki (55% wpisów dotyczy owada), mogę swoje nominacje podtrzymać. Oczywiście znajdzie się ponownie miejsce dla (nie) Winnych Historii Łukasza Fika i Kontretykiety. Do tego dorzucę Lampkę Wina, Wine Tasting i Raport Win, który zaczynał słabo, ale niezłymi tekstami o winach morawskich dołączył do tych, których dalsze losy warto śledzić.

Categories: Rekomendacje, Twórczość, Życie i wino | Tags: | 8 Comments

To też Chinon

uliczny teatr

Cravant-les-Coteaux, niewielka wioska w pobliżu Chinon, to prawdziwa mekka wielbicieli cabernet franc. Philippe Aliet, Bernard Baudry, ledwie parę kroków jeden od drugiego. Wielcy winiarze. Zwalisty, potężny Aliet, takie same robi wina. Soczyste, zmysłowe, muskularne, a przy tym urzekające. Bernard, bardziej stonowane, ale też mocne, garbnikowe, z odrobina bretta. I wreszcie Gasnier, biodynamik, po którego sięgam z okazji winnych wtorków. Sięgam, bo wino z 2006, to już niezbyt młody franc i lepiej dłużej nie ryzykować. Cuvée Les Graves sugeruje żwirowe siedlisko i rzeczywiście wino Fabrice’a Gasnier różni się od, pochodzących z gliny i margli, win jego bardziej znanych sąsiadów. Mniejsza koncentracja, nie tak soczysty owoc, za to nienaganna struktura tanin i ciągle jeszcze wyczuwalna świeżość. Zróżnicowane wielowarstwowe aromaty, pojawiające się nuty zwierzęce i pewna delikatność. Inne wcielenie cabernet franc, bliższe trochę węgierskim winom z Sopron niż mocnym Chinon. Nie jest tak intrygujące jak Baudry, ale za to pije się świetnie. Zakup własny – w 2008 to kosztowało 9 euro

Categories: Bez kategorii | Tags: , , , | Leave a comment

Pan Tadeusz

mini_jongleur

Dziś w nocy zmarł Pan Tadeusz Mazowiecki, pierwszy, po kilkudziesięciu latach komunistycznej dominacji premier niepodległej Polski. Lekceważony z powodu rzekomej powolności, przeprowadził kluczowe reformy wyciągające nas z niebytu w ciągu ledwie pół roku, co dedykuję politykom zatwierdzającym przez kilka lat przetargi czy pozwolenia na budowę. Oskarżany z powodu „grubej kreski”, „Magdalenki” i czego tam jeszcze nie wymyślili nieudacznicy, bez większych wstrząsów wprowadził kraj w nowy ustrój. Między innymi dzięki niemu jesteśmy pełnoprawnym członkiem UE i normalnym krajem. Panie Tadeuszu, zawsze będę się Panu kłaniać.

Categories: Bez kategorii, Twórczość | Tags: | Leave a comment

Jongleur nie leci na Dominikanę

uliczny teatr

Jongleur obejrzał dziś najlepszą chyba reklamę biura podróży. Na antenie TVN24 nadano upozorowaną na dziennikarski wywiad rozmowę z księdzem Ogrodnikiem z zakonu Michalitów. Sprytnym pretekstem do reklamy była afera pedofilska, w której podejrzani są dwaj polscy duchowni. Jednak musiał to być pretekst, bowiem główna część rozmowy dotyczyła wpływu gorącego klimatu Dominikany na zachowania seksualne.
„Byłem tam i trochę znam Latynosów – mówił ksiądz. Pani nie wie, że gorący klimat powoduje wzmożone.. w tych kwestiach…” tu ksiądz nie doprecyzował, ale Jongleur nagle zapragnął doświadczyć gorącego klimatu Dominikany i gdyby nie brak kasy i konieczność paru dodatkowych koncertów, jak nic kupiłby bilet. Fantastyczna reklama. Tym bardziej, że ksiądz był na Dominikanie i wie co mówi.

Zastanawia fakt, że kolejni przedstawiciele Kościoła – palnął coś podobnego chyba biskup Pieronek, wygłaszają w kontekście molestowania nieletnich, pierdoły w rodzaju: człowiek jest tylko człowiekiem, wszyscy jesteśmy grzeszni i tym podobne brednie, zachowując się tak jakby pedofilia była czymś w rodzaju niewinnej słabostki i nie wiązała się z czyjąś wielką krzywdą. Może tak nie myślą, ale tak to brzmi. W dodatku odnosi się wrażenie, że większym dla nich grzechem jest gdy ksiądz żyje z kobietą, niż gdy ulży sobie po kryjomu z dzieciakiem. Czyżby byli to, trawestując tytuł popularnej powieści „mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet”?

Jongleur, który niestety tym razem nie poleci na Dominikanę, pociesza się klimatycznym przebojem Janusza Gniatkowskiego – Kuba wyspa jak wulkan gorąca. W końcu to blisko Dominikany

i żeby już było całkiem klimatycznie rezygnuje z wina i po prostu pije mojito. A mojito wygląda tak:

Categories: Kretyni winni i niewinni, Twórczość | Tags: , , | 2 Comments

Selekcja podwójnie negatywna

mini_jongleur

Długa przerwa spowodowana zagranicznymi występami sprawiła, że Jongleur stracił kontakt z krajowymi wydarzeniami, a kiedy go odzyskał znów zamilkł i dziś dopiero otrząsnął się z osłupienia. Przyczyny były dwie, a właściwie trzy. Żeńska połowa Jongleura nie może się otrząsnąć po wirtualnym wprawdzie ale jednak emocjonującym kontakcie z penisem niedorzecznika Hofmana, podczas gdy część męska osłupiała czytając wynurzenia ekspertów od wypadków lotniczych, których wyciągnął kiedyś z kapelusza Antoni Macierewicz. I nie wiadomo nawet co jest bardziej hardcorowe. Poseł PIS wymachujący kutasem czy sama myśl o tym, że pan Antoni majstrował nie tak dawno przy służbach specjalnych. Jongleur obstawia to drugie. Najciekawsza jednak wydaje się reakcja prezesa K. na wybryk Hofmana. Mimo pozornego oburzenia niespecjalnie był poruszony, a nawet jakby zadowolony. I nic dziwnego. Hofman, który czasami zrywa się z uwięzi wręczył właśnie prezesowi piękny, pozłacany hak, na którym, w razie czego, prezes z uśmiechem go powiesi. Pan prezes najwyraźniej najlepiej czuje się w otoczeniu ludzi na których ma haki. Zatrudnia więc albo cynicznych, ambitnych prących na kasę, którzy odcięcia od kasy i funkcji nie przeżyją – vide Hofman albo nieudaczników, których nikt nigdzie nie zatrudni. W obu przypadkach potakiwanie prezesowi to ich być albo nie być, żadnego hamletyzowania więc nie będzie. Nie będzie kabaretu, będzie chór. I choć to niezbyt zaskakujące, z pewnością bardziej smutne niż buractwo Hofmana.
Po takich emocjach trzeba się wyciszyć. Jongleur proponuje jedną ze starszych piosenek Leonarda Cohena, który, nawiasem mówiąc w sobotę obchodzić będzie urodziny.

A wino? No cóż Le Volte z winnicy Ornellaia, supertoskan o umiarkowanej cenie i dużej elegancji, nie szarpiący duszy ani portfela, wydaje się być odpowiedni, by ukoić skołatane nerwy i tonować emocje. Soczystość i miękkość merlot (50%), z kwasowym kontrapunktem sangiovese (30%) ujęta w stanowcze ryzy cabernet sauvignon. Nie jest to wino zadziorne, niepokorne czy charakterne ale gładkie, wyszlifowane i eleganckie. W sam raz na dziś. W odróżnieniu od polityków selekcja zdecydowanie pozytywna.

Categories: Kretyni winni i niewinni, Życie i wino | Tags: , , , | Leave a comment

Ramnista

uliczny teatr

Ramnista była pierwszym greckim winem, które olśniło Jongleura i tak pozostało do dziś. Yannis Boutari, który powołał do życia winnicę Kir-Yanni, tym jednym winem zasłużył sobie na dozgonną wdzięczność, tym bardziej, że wino jest niedrogie, a biorąc pod uwagę, że ma uzasadnione powody by aspirować do grona najlepszych greckich win, wręcz tanie. Z zapasów przywiezionych z Grecji Jongleur decyduje się otworzyć rocznik 2001, z pewnością dobrze dojrzały.
Pierwsze aromaty owocowe, głównie jeżyny, truskawki i śliwki, ustępują zapachom beczki. Po chwili pojawiają się intrygujące nuty balsamiczne, żywiczne, nieco smoliste. Wracają owoce, jakby kandyzowane, pojawiają się nuty ziołowe. W ustach wino ciągle młode, z wyraźną kwasowością i mocnymi ale gładkimi taninami. Nie wiadomo jaki jest potencjał dojrzewania ale sporo lat ma to wino przed sobą. Po dwunastu latach prezentuje zaskakujące połączenie stanowczej siły z pewną siebie, dojrzała elegancją. A wszystko to za 12 euro, no i 1900 kilometrów z Warszawy, ale bezwzględnie warto

Ramnista 2001
Szczep: xynómavro
Apelacja Naoussa
Region: Macedonia

A teraz wypijmy łyk wina słuchając prawdziwego macedońskiego buzuki

Categories: Bez kategorii | Tags: , , | Leave a comment

69 okrągła rocznica

mini_jongleur

Dziś o rocznicy, o której nikt zdaje się nie pamiętać. Jedni nie mają bowiem o niej pojęcia, inni wstydliwie wolą o niej nie pamiętać, choć czasy, z którymi się kojarzy, próbują gloryfikować. Mija bowiem 69 lat od dnia 22 lipca 1944 roku, kiedy to radio Moskwa ogłosiło powstanie PKWN (Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego). Podpisany przez Stalina dokument, był, można powiedzieć, czymś w rodzaju kamienia węgielnego na rozpoczynającej się właśnie budowie komunizmu w Polsce. By mógł stać się mitem założycielskim dorobiono mu legendę o tym, że powstał w Chełmie na Lubelszczyźnie i jest dziełem Krajowej Rady Narodowej. Nieistotne. Ważne, że PKWN wraz z Krajową Radą Narodową posłużyły do legitymizacji wprowadzenia w Polsce najlepszego z możliwych ustroju. Symbolem tych czasów stała się zmiana nazwy znanej fabryki czekolady E.Wedel na 22 lipca. Złośliwi nadali wówczas państwowemu świętu miano Święta Czekolady. Zresztą wkrótce czekolady zabrakło, a niedługo potem zabrakło wszystkiego. Dla tęskniących za dawnymi czasami, a jest ich wcale nie mało, warto przypomnieć kartki na: mięso, papierosy, cukier itd. Warto przypomnieć, że względne, a w porównaniu z normalnymi krajami bardzo względne, bezpieczeństwo socjalne okupione było zacofaniem, stagnacją, długami i życiem w obłokach absurdu rodem z kultowego filmu Stanisława Barei – Miś. Krótko mówiąc 22 lipca kojarzy się z narodzinami czegoś bardzo brzydkiego. Brzydkie te czasy odeszły, za sprawą tych, których dzisiaj mali zakompleksieni ludzie nazywają zdrajcami. No cóż.
Na szczęście dziś bardziej kojarzyć się może np. z datą urodzin Rufusa Wainwrighta, w którego wykonaniu znana piosenka Leonarda Cohena: Everybody Knows.

Wypijmy za to, by te ponure czasy nie wróciły i za to by mali zakompleksieni ludzie nie wywrócili tego, co z wielkim trudem udaje się osiągnąć. A wypijemy prawdziwe polskie wino, godne tej nazwy. Pinore z Winnicy Jaworek. Pod tą dziwną nazwą kryje się pinot noir, której to nazwy w wyniku jakichś urzędniczych absurdów na etykiecie umieścić nie wolno.
Niemniej wino bardzo porządne, z bardzo klasycznymi aromatami truskawek, malin i śliwek, z delikatnym akcentem beczkowym. W ustach dużo owocu, dobra kwasowość i całkiem przyzwoite taniny. Czegóż chcieć więcej? Oby nie było na kartki.

Categories: Kretyni winni i niewinni, Piosenki przy winie, Życie i wino | Tags: , , , , , , , | Leave a comment

Jak tylko stanie nogą na polskiej ziemi, wolnym jest…

uliczny teatr

Wiza, według Wikipedii, to: „pisemne zezwolenie na przekroczenie granicy lub pobyt na terenie obcego państwa wystawiane cudzoziemcom przez przedstawicielstwa dyplomatyczne lub konsularne (konsulaty) tegoż państwa. (…) Wiza ma zazwyczaj postać naklejki umieszczonej w paszporcie lub innym dokumencie podróży, może też mieć postać stempla lub wpisu.”
Wiza to jeden z najbardziej absurdalnych wynalazków ludzkości, pozornie logiczny, naprawdę bezsensowny, chyba, żeby brać pod uwagę wpływy do budżetu z tytułu opłat wizowych. Warto przypomnieć, że jeszcze nie tak dawno państwa europejskie, z wyjątkiem Rosji, nie znały paszportu jako dokument niezbędnego do przekraczania granic, powszechnie zaczęto go wprowadzać dopiero w drugiej połowie XIX wieku. Podobnie stało się z wizami. Otóż państwa zapragnęły kontrolować kto i w jakim celu do nich przyjeżdża. Tak więc przybywający do jakiegoś kraju cudzoziemiec, oprócz paszportu wydanego w ojczyźnie musiał mieć także zgodę odpowiednich władz kraju, który pragnął odwiedzić. Skuteczność takiej kontroli jest iluzoryczna. Przybysze niepożądani – szpiedzy, gangsterzy, przemytnicy, mają zazwyczaj dokumenty w najlepszym porządku, a zdobycie wizy nie przedstawia dla nich żadnej trudności. Wiza bywa za to często narzędziem działań opresyjnych lub po prostu szykan. Jest niepotrzebna, a już w stosunkach między sąsiadami szkodliwa. Jeżeli obowiązek wizowy związany jest z członkostwem w UE i związanymi z tym umowami, zróbmy wszystko aby ten obowiązek nie był dla innych upokorzeniem.
Kiedy paręset lat temu, jeden z przodków Jongleura postanowił wyruszyć z pielgrzymką do Santiago de Compostela, zabrał ze sobą konia, trochę żywności i kilka złotych monet. Nikt po drodze nie pytał go o żadne dokumenty. Komu to przeszkadzało?
Przeczytajmy uważnie jedno zdanie z dokumentu, z którego jesteśmy tak dumni, że dzień jego uchwalenia uczyniliśmy narodowym świętem. Z Konstytucji 3 Maja.
„Każdy człowiek do państw Rzeczypospolitej nowo z którejkolwiek strony przybyły lub powracający, jak tylko stanie nogą na ziemi polskiej, wolnym jest zupełnie użyć przemysłu swego jak i gdzie chce, wolny jest czynić umowy na osiadłość, robociznę lub czynsze, jak i dopóki się umówi, wolny jest osiadać w mieście lub na wsiach, wolny jest mieszkać w Polszcze, lub do kraju, do którego zechce, powrócić, uczyniwszy zadosyć obowiązkom, które dobrowolnie na siebie przyjął.”
Możemy przy tym posłuchać piosenki jednego z tych emigrantów tułaczy, którzy kraj do którego przybyli, uczynili lepszym.

Za zniesienie wiz Jongleur wznosi toast winem w każdym calu europejskim. Marszellus z Winnicy Płochockich wytwarzany jest z odmiany marechal foch, krzyżówki otrzymanej we Francji. Winogrona wyhodowano pod Sandomierzem, wino zrobiono pod Warszawą. Marszellus jest lekki, żwawy, przypominający nieco włoskie gropello z aromatami wiśni, malin i ziół, z przyjemnym owocowym posmakiem. Świetnie pije się lekko schłodzone.

Categories: Życie i wino | Tags: , , | Leave a comment

Prokurator erudyta

uliczny teatr

Zapamiętajcie to nazwisko. Dawid Roszkowski. To prokurator z prokuratury Białystok – Północ, który umarza postępowania w sprawie malowania na murach faszystowskich symboli, wywodząc, iż swastyka dla ludów Azji to symbol szczęścia. Ja rozumiem, że ściganie bandziorów malujących swastyki, czy podpalających mieszkania ciemnoskórych obywateli Rzeczpospolitej i Białegostoku w szczególności to sprawa trudna, niewdzięczna i w ogóle szkoda czasu. W ogóle praca prokuratora jest trudna, ale kto kazał panu Roszkowskiemu być prokuratorem? Ja na pewno nie. Ale jeśli już jest tym prokuratorem, ma wykonywać robotę, do której ja, płacąc mu ze swoich podatków, go wynajmuję. A praca tą jest przestrzeganie konstytucji i w szczególności kodeksu karnego. A ten w artykule 256 stanowi: „kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2″.
Prawdę mówiąc stanowisko pana prokuratora Roszkowskiego jest równie obrzydliwe jak pewnego sędziego, który zezwolił na używanie znaku „zakaz pedałowania” – poniżającego sporą grupę naszych współobywateli, jako logo innego faszyzującego ugrupowania. Ta decyzja na szczęście została uchylona przez rozumniejszego sędziego. Przypominam to z powodów praktycznych. Otóż jeśli w Białymstoku ktoś podpali kolejne mieszkanie obywatela, który z racji koloru skóry, poglądów, religii, czy stosunku do stosunków nie spodoba się tym samym lub innym bandziorom, proszę mieć pretensje do wyrozumiałego prokuratora. I tylko Białegostoku żal.
Dla jasności przytaczam dowcipne uzasadnienie pana prokuratora:
„Nazwa swastyka pochodzi z sanskrytu i oznacza przynoszący szczęście. Obecnie w krajach Europy i obu Ameryk symbol ten kojarzony jest prawie wyłącznie z Adolfem Hitlerem i nazizmem, natomiast w Azji jest powszechnie stosowanym symbolem szczęścia i pomyślności. Przenosząc powyższe rozważania na kanwę przedmiotowej sprawy, nie sposób dostrzec w zamalowanym znaku przedstawiającym swastykę propagowania faszystowskiego ustroju państwa.”
Prawda, że fajne? I jakie dowcipne. Prawdziwy erudyta z pana prokuratora. Szkoda tylko, że zamiast egzegezy hinduistycznych tekstów nie pilnuje przestrzegania prawa w swoim mieście, a wygląda ono tak jak spalone mieszkanie Hamida Naresha.
Nie chce się pić, nie chce się słuchać muzyki. Chce się rzygać.

Categories: Kretyni winni i niewinni | Tags: , , , | 5 Comments

Mały rozlew krwi

mini_jongleur

Niedużym raczej echem odbił się wywiad, którego udzielił Jarosław Marek Rymkiewicz Joannie Lichockiej z portalu Salon24.pl. A szkoda bo jest on doskonałą ilustracją umysłowej mizerii, do której prowadzi nienawiść połączona z bezradnością lub raczej nienawiść wynikająca z bezradności. Ponieważ Rymkiewicz jest autorem jednej z ciekawszych powieści wydanych w drugim obiegu w czasach PRL-u czyli Rozmów polskich latem 1983, nasuwa się pytanie, kiedyś już w tym blogu zadane: czy zwolennicy PIS, zawsze byli inteligentni inaczej, czy coś takiego dzieje się z nimi dopiero gdy znajdą się w otoczeniu prezesa?
Abstrahując od absurdalności zawartych w wywiadzie tez i opisu sytuacji kompletnie nie przystających do rzeczywistości, Jongleur chce zwrócić uwagę na dwa najważniejsze chyba elementy rymkiewiczowskiego przekazu. Po pierwsze, typowy dla pisowskiej narracji obraz umęczonego narodu, na który każdy dybie. „Polacy są notorycznie zdradzani” mówi poeta i kreśli obraz narodu pod „rusko-pruskim porządkiem”. „Każdy bunt Polaków zostałby teraz natychmiast spacyfikowany przez siły porządkowe przysłane z Moskwy i z Berlina – z przyzwoleniem Wspólnoty Europejskiej”. Jest w tym jakiś fatalizm i poczucie niższości, które musi być źródłem kompleksów i braku pewności siebie. Jest w tym przedmiotowe traktowanie własnej wspólnoty i lekceważenie jej możliwości. Szczęśliwie wielu spośród tych których Rymkiewicz chce ratować, we współczesnym świecie czuje się jak u siebie, bez kompleksów i tego niewolniczego fatalizmu, że to zawsze inni będą nasz los kształtować – czego Rymkiewicz nie jest w stanie zrozumieć.
U Rymkiewicza pojawia się niestety tęsknota znacznie bardziej destrukcyjna. Tęsknota za wydarzeniami gwałtownymi, krwawymi – ekscesami będącymi swego rodzaju katharsis dla zniewolonego narodu. Nasz poeta ujmuje to tak: „– ten wielki krzyk nawet z jakimś małym rozlewem krwi połączony, no trudno – mógłby sprawić, że Polska przebudziłaby te wszystkie małe narody, które żyją wokół nas i które chcą wydobyć się spod władzy rosyjskiej albo spod władzy niemieckiej.” Jakiś mały rozlew krwi, no trudno – ładnie brzmi, nieprawdaż? Panie Rymkiewicz – w odróżnieniu od Pana, naród jest z grubsza normalny, więc jeżeli chcesz mu Pan zafundować mały rozlew krwi to odpowiedź może być jedna – wal się.
Może zgrabniej i bardziej elegancko ujął to Brassens w piosence Śmierć za idee, tu w tłumaczeniu Zespołu Reprezentacyjnego.

Niejeden święty mąż, męczeństwo głosząc dzielnie,
sam długo zwleka nim na szafot wdrapie się,
bo dobrze wie, że tam jest raczej nieprzyjemnie,
z daleka lepiej patrzeć w świątobliwy cel.
Dlatego zanim się dopełni ta ofiara
nierzadko egzekucji dokonuje czas -
widocznie święty mąż powtarza też nie raz:
Ponieśmy za idee śmierć, ale nie zaraz,
śmierć tak ale nie zaraz.

Categories: Kretyni winni i niewinni | Tags: , , , , | Leave a comment