Jak grom z jasnego nieba spadła na Jongleura wiadomość o śmierci Przemka Cieślaka. Razem spędzaliśmy dzieciństwo, razem chodziliśmy do szkoły, razem graliśmy w szachy. Czytaliśmy te same książki. Prawdę mówiąc przez szachy Przemek powtarzał klasę, gdyż szkoła go nudziła. Ten oryginał, z oczami krótkowidza i rozbieżnym zezem, był zresztą inteligentniejszy od większości naszych nauczycieli. Dzięki Przemkowi, w naszym mieszkaniu odbył się jeden z pierwszych koncertów Jacka Kaczmarskiego, z którym Przemek studiował polonistykę. Razem kolportowaliśmy bibułę. Kiedyś Przemek pożyczył ode mnie starego malucha aby przewieźć podziemne wydawnictwa, bodajże do Lublina. Potem z dumą opowiadał, że aby uniknąć SB, całą drogę, w nocy, jechał bez świateł. I wierzę, że tak było naprawdę. On był do tego zdolny. Prawdziwy Jongleur. W wolnej Polsce nasze drogi się rozeszły. Przemek założył swoje wydawnictwo, Jongleur zamieszkał daleko, spotykaliśmy się rzadko i na krótko. Coś się jednak musiało z Przemkiem dziać, czego może nie było na pierwszy rzut oka widać. Teraz pewnie pokażą się nekrologi i wspomnienia przyjaciół. A ja wiem, że w jakiś sposób go opuściliśmy. I nic tego nie zmieni. Przemku, dla Ciebie piosenka Jacka, która świetnie Cię pokazuje.
Przemek
Paranoja polityczna
Jongleur czyta właśnie (po raz drugi) książkę która wywiera naprawdę ogromne wrażenie i każe nieco inaczej spojrzeć na rzeczywistość. Na początek kilka cytatów i prośba, do tych którzy już tu zajrzeli o przeczytanie:
„[Paranoja to] …konstruowanie na podstawie fałszywych przesłanek logicznie zbudowanego i pod wieloma względami spójnego, niepodważalnego systemu urojeń, przy czym nie występuje żadne dające się wykazać zaburzenie innych funkcji psychicznych” Innymi słowy „Paranoik jest zupełnie normalny, jeśli nie liczyć urojeń o otaczającym go spisku i zagrożeniu.”
„Podejrzliwość to najbardziej widoczna cecha paranoika. […] W jego przekonaniu nic nie jest takie jakim się wydaje. […] Nie przyjmuje do wiadomości najbardziej niezbitych dowodów podważających jego przekonania, uważa je za oszukaństwo umyślnie spreparowane by uśpić jego czujność. […] fakty, które w sposób oczywisty przeczą jego wizji świata, świadczą tylko o przebiegłości i złych zamiarach wrogów.”
„Świat paranoika zaludniają wrogowie, a on sam stanowi ośrodek ich uwagi. Ta ksobność, jedna z najbardziej znamiennych cech paranoika, ma charakter defensywny. Lepiej być głównym obiektem wrogich knowań niż być lekceważonym.”
„[Paranoik] jest pewien swoich racji, nie dopuszcza żadnej różnicy zdań. Zna całą prawdę i żywi swego rodzaju pogardę dla głupców, którzy mają odmienne zdanie.”
„Jego wrogie nastawienie, głęboko zakorzeniona podejrzliwość i nieufność oraz wynikające z tych cech zachowania utrudniają mu utrzymywanie bliskich stosunków z ludźmi. Nieustannie pała gniewem z powodu niesprawiedliwości, jakich doznał w tym pełnym zagrożeń świecie. Wszędzie naokoło wyczuwa wrogość, przekonany, że otaczają go ludzie zdecydowani by go dopaść.”
„Urojenia prześladowcze i wielkościowe najczęściej znajdują drogę do świata polityki. Te właśnie urojenia oraz towarzyszące im uczucia występują u paranoika przekonanego o własnej wyjątkowości. Oczekuje specjalnego traktowania, ale sam manipuluje ludźmi i wykorzystuje ich…”

Uprzedzając pytania Jongleur stwierdza, że nie jest to opis IV, V czy VI-tej RP, ani żadnego z jej liderów. To fragmenty książki dwóch amerykańskich psychologów: Roberta S. Robinsa i Jerrolda M. Posta. Zatytułowana jest „Paranoja polityczna – psychopatologia nienawiści” i ukazała się w Polsce w roku 1999, a więc dość dawno. Jeżeli coś Wam to przypomina, to z pewnością warto po nią sięgnąć.
Z całą pewnością warto też posłuchać mądrej piosenki Jacka Kleyffa, osobnika z pewnością jak najdalszego od paranoi
Powrót do klasyki
Bliższe spotkania z białymi bordeaux pokazują trzy style tych klasycznych i nieco lekceważonych win. Pierwsze to wielkie wina z Péssac. Mineralne, o mocnej strukturze, dojrzewające z wydatną pomocą beczki, potrzebują wielu lat aby nabrać złożoności i finezji. Próbowane ostatnio przez Jongleura Domaine de Chevalier 2002, wciąż, w opinii właściciela było zbyt młode. Na antypodach tego stylu są lekkie, młode wina, wytwarzane z czystego sauvignon blanc w apelacjach Bordeaux i najczęściej Entre-deux-Mers. Lekkie, rzec można wręcz wodniste, potrafią jednak uwodzić klasycznym aromatem cytrusów, ziół i trawy – na temat kocich sików Jongleur programowo się nie wypowiada. Zastosowanie tych win, kwasowych, lekkich, bardzo mocno wytrawnych, jest w znacznej mierze ograniczone. Świetne jako aperitif i do bardzo lekkich dań z owoców morza są w jakimś stopniu próbą odpowiedzi na konkurencję ze strony prostych chilijskich sauvignon. Przy czym, co Jongleur stwierdza z żalem, w winach tych zarzucono, to co w Bordeaux istotne, czyli sztukę kompozycji. Wszak najlepsze białe Bordeaux powstają z trzech szczepów, czerpiąc z każdego to co niezbędne aby stworzyć dobrą kompozycję. Po tym mentorskim wstępie, Jongleur z radością rzuca się na znalezione w kultowym, ursynowskim Leclercu, Château Touir de Bonnet.
W tej uroczej XVIII wiecznej posiadłości, André Lurton, pochodzący z wielkiego, trzęsącego całym regionem rodzinnego klanu, wytwarza skromne, klasyczne, eleganckie wina, które w dodatku nabyć można za niewielkie pieniądze. Już barwa wina w kieliszku, zmierzająca w stronę jasnego złota, pochodząca od sémillon – w istocie jest go niemal 40%, wskazuje, że wino będzie inne. Także ciężkie, lepkie łzy sugerują większy niż dla czystego sauvignon ekstrakt. W nosie obok znajomych nut cytrusów, trawy, bukszpanu, pojawiają się akcenty gruszki, mandarynki i kwiatów – jakich, cholera wie. W każdym razie, mimo słodkich nut w aromacie wino pozostaje mocno wytrawne, z dobrą kwasowością, cieliste, ale nie tracące przy tym rześkości. Na finiszu pojawia się delikatna goryczka. W sumie wino bardzo dobrze zrównoważone, proste ale niebanalne, ciekawe aromatycznie, unikające płaskich landrynkowych akcentów, sprężyste, a przy tym dość pełne. Świetne byłoby do sandacza w sosie kaparowo cytrynowym. Jongleur jednak, wyczerpany nic nie robieniem w upalny dzień, sączy je powoli, słuchając przy tym Leniwej Niedzieli w wykonaniu Krzysztofa Daukszewicza.
Château Tour de Bonnet 2010
Sauvignon blanc, sémillon, muscadelle
Alk. 12%
AOC Entre-deux-Mers
André Lurton
Importer – MJA dla Leclerc Ursynów
Cena 29,99 zł
Klauzula braku sumienia
Jongleur z rosnącym zdumieniem obserwuje jak kolejne grupy zawodowe odmawiają wykonywania swoich obowiązków, powołując się na tak zwaną klauzulę sumienia. Lekarze odmawiają dokonania aborcji – żeby była jasność, chodzi o aborcję w przypadkach, w których jest prawnie dozwolona. Teraz aptekarze usiłują wywalczyć prawo do odmowy sprzedaży leków, z których stosowaniem się nie zgadzają. Przy czym ci odmawiający pieprzą górnolotnie, na temat swojego sumienia, które im na coś tam nie pozwala. Otóż jest to wyjątkowe łajdactwo. Pozwala bowiem zachować dobre samopoczucie kosztem innych, przy czym ci łajdacy uzurpują sobie prawo do decydowania za innych. Z wysokości swego majestatu mówią: tego leku pani nie sprzedamy,
Jongleur nie ma nic przeciw poglądom nie dopuszczającym np. antykoncepcji, pod warunkiem, że ich wyznawcy stosują je we własnym łóżku a nie pod kołdrą Jongleura. Otóż jeśli ktoś chce mieć czyste sumienie musi ponieść tego ryzyko. Musi też przyjąć do wiadomości, że apteki w tym kraju, sprzedają określone leki. Jeśli sumienie nie pozwala mu ich sprzedawać, nie pracuje w aptece,. To proste. Nie ma natomiast zgody na to aby taki palant, zachowując swą ciepłą posadkę, odmawiał klientowi tego co mu się bezwzględnie należy, gdyż wynika z obowiązującego w Polsce prawa. Indywiduom powołującym się na klauzulę sumienia można powiedzieć tylko jedno – spierdalajcie. Zmieńcie pracę, bo nikt nie dał wam prawa zmieniać nas. To co robicie dowodzi wyłącznie braku sumienia. Żenujące jest natomiast to, że tak oczywista sprawa jest w ogóle przedmiotem jakichkolwiek debat, narad, negocjacji etc.
Żenujący jest także szeryf Gowin usiłujący mam wmówić, że Konwencja o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet zagraża ładowi społecznemu. Żenująca jest dziennikarka solidaryzująca się z gościem skarżącym gazetę pokazującą jego zdjęcie w turbanie. Owszem, Jongleur też uważa, że proces gazecie należy się jak psu buda, ale stroną poszkodowaną są w tym przypadku nosiciele turbanów.
Sikhowie, wyznawcy islamu i inni, znacznie bardziej mogą czuć się urażeni faktem, iż w ich tradycyjnym nakryciu głowy pokazano polityka bez godności, kłamcę i oszczercę, który cynicznie oskarża władze państwowe o zamach, w który sam nie wierzy, nieudacznika, wypowiadającego wojnę sąsiadom.
Nagroda dla cierpliwych czytelników to piosenka George’a Brassensa, poświęcona fałszywym prorokom, w doskonałym, tłumaczeniu i wykonaniu Filipa Łobodzińskiego i Zespołu Reprezentacyjnego
dla zainteresowanych oryginałem, znacznie skromniejszym w aranżacji polecam Brassensa
Dziś trzeba się napić wina. Skołatane nerwy Jongleura najlepiej koją wina z południa Francji. Dziś poleca więc Gigondas Les Murailles z niewielkiej rodzinnej firmy Ferraton Père et Fils z południa doliny Rodanu. Wprawdzie firmę kupił parę lat temu potentat Chapoutier, ale winnicą zarządza nadal rodzina Ferraton i jakość pozostała.
Gigondas to zawsze połączenie majestatu i ciepła. Potężnej struktury i miękkości. Wino pełne, ekstraktywne, z mocnymi aromatami śliwek, porzeczek i jagód połączonymi z nutami korzennych przypraw. Rzadkie połączenie elegancji i siły da sobie radę nawet z klauzulą braku sumienia.
Po byku

Jongleur nie kocha Toro. Ta hiszpańska apelacja ma do zaoferowania głównie wina potężne jak biceps Schwarzenegera, nasycone beczką i alkoholem karykatury Ribery del Duero. Niemniej wina bardzo ostatnio medialne. Niemal każdy lepszy winiarz z Riojy, Prioratu czy właśnie Ribery, stara się tu kupić działkę i wysyłać wina do Wine Spectatora. Mają tu winnice: Vega Sicilia, Eguren, Garcia i wielu innych. Styl tutejszego tempranillo jest bardzo skoncentrowany, beczkowy, z teoretyczną możliwością długiego dojrzewania. Wyjściem z sytuacji byłoby wino białe – malvasia lub częściej verdejo, ale ponieważ kilku uczestników winnych wtorków sygnalizowało biel, Jongleur, niechętny tutejszym czerwonym, sięga po różowe, będące zazwyczaj kupażem tempranillo i garnacha. Wybór padł na Monte Toro Rosado 2010, dostępne w sklepie Dobre Wina za jedyne 29,90. Tym samym Jongleur zapisuje się niechcący do elitarnego klubu Do Trzech Dych. I to byłoby właściwie wszystko co można o tym winie napisać. Poprawne, przyzwoite aż do banału, niestety landrynkowo półwytrawne, może być bardzo popularne podczas gorącego lata. Nos landrynkowo truskawkowy. Usta landrynkowo truskawkowe i nic więcej. Po prostu nieco ciekawsza wersja white zinfandel, choć nie jest to może najlepsza rekomendacja. Pijąc to wino Jongleur, aby łyknąć nieco kultury, słucha klasycznego gitarowego flamenco. Wprawdzie pochodzi ono z Andaluzji ale ten akurat kawałek nazywa się Toro, więc chyba pasuje. W każdym razie muzyka lepsza od wina.
Na wschód, tam musi byc jakaś cywilizacja
Jongleur z coraz większym niepokojem obserwuje staczanie się kraju po równi pochyłej. Tym bardziej, że wobec praktycznej abdykacji prezesa K. nie było widać na horyzoncie nikogo, kto mógłby wziąć odpowiedzialność za losy ojczyzny. Jednak wreszcie pojawił się prawdziwy mąż stanu. Zbigniew Ziobro – bo o nim mowa, lider Solidarnej Polski, udzielił wywiadu, który podziałał jak balsam na skołataną duszę Jongleura. Przede wszystkim Jongleur zobaczył prawdziwego przywódcę, twardziela, który potrafi podjąć wyzwanie i stanąć do walki, oczywiście licząc, że stanie za nim „potężny obóz prawicy skupiony wokół Solidarnej Polski”. Wizja potężnego obozu prawicy wstrząsnęła Jongleurem, ale jeszcze bardziej poruszyła go błyskotliwa analiza, a właściwie druzgocąca krytyka obecnego rządu, który: „… zamiast wyasygnować ogromne środki na politykę prorodzinną, wybiera czarny scenariusz i chce wydłużać wiek emerytalny, skazując setki tysięcy zwłaszcza kobiet na bezrobocie i lek egzystencjalny”.
Ktoś niegodny miana patrioty kombinowałby zapewne skąd wziąć te ogromne środki na politykę prorodzinną, ale prawdziwy lider jest ponad takie gierki. Przecież kasa, na tak ważne cele musi się znaleźć. Wystarczy dokończyć to co zaczęła IV RP. Zresztą, nawet jeśli wszystko pieprznie, warto pamiętać, że pieniądze szczęścia nie dają.
Przy tym wszystkim Jongleura ujęła bezpośredniość i prostota męża stanu, jego prawdziwe marzenia o „… małym domku w górach. Śpiew ptaków, przyroda w porannej mgle – wolę to niż jakiekolwiek luksusy” Jakżeż to dalekie od rozmiłowanego w winach i cygarach Tuska. No i ten stosunek do rodziny. Jako młody ojciec, Zbigniew Ziobro stara się poświęcać synkowi jak najwięcej czasu, choć „…na początku miałem obawy, że moje męskie dłonie są zbyt twarde, by dotykać tej delikatnej istotki.” Jongleur długo nie może się uspokoić. Wizja twardych, męskich dłoni wprowadziła go w stan wyjątkowego podniecenia. Ponieważ nie może zasnąć słucha prawdziwie patriotycznego utworu
Ponieważ jako się rzekło pieniądze szczęścia nie dają, Jongleur wysyła mężowi stanu niedrogie ale swojskie wino owocowe Dziad. Ponieważ była to ostatnia butelka Jongleur musi wypić coś innego aby spokojnie zasnąć. Wybór pada na czarujące wino oddające nastrój uwiedzionego przez twarde, męskie dłonie Jongleura.
Blanquette Methode Ancestrale, słodkie, lekkie musujące wino wytwarzane w Limoux w Langwedocji według pradawnej receptury. Stosuje się w niej drugą fermentacje w butelce, jak w Szampanii, z tym, że nie ma tu żadnego dosage. Rozlane zimą do butelek, niedofermentowane wino,
wiosną zaczyna ponownie fermentować, dając delikatne bąbelki. Jest bardzo delikatne, pachnące kwiatami akacji i cytrusami. Lekko słodkie, a przy tym dość żywe, z niewielką zawartością alkoholu, stanowi wdzięczną langwedocka ripostę na piemonckie moscato d’Asti. Podstawą jest autochtoniczny szczep mauzac, mniej niż moscato aromatyczny, dający za to nieco więcej głębi.
Madonna czy ladacznica?
Jongleur z niemałym zaskoczeniem czyta gdzieś w sieci historię o matce wypędzonej z kościoła, gdyż w trakcie mszy zaczęła karmić niemowlę. Przy czym wielebny pastor nawrzucał karmiącej od striptizerek, czy jakoś tak. W zasadzie nie powinno to dziwić gdyż mizoginizm sług pańskich jest jak się zdaje niezbywalnym atrybutem ich powołania. Jednak jaskrawa sprzeczność między wynoszonym na ołtarze macierzyństwem, a fizjologicznym jego wymiarem jest tak irracjonalna, że aż intrygująca. Wydawałoby się, że kapłani witać powinni z wdzięcznością karmione w kościele niemowlę, jako żywe wcielenie głoszonych przez nich nauk, jednak najwyraźniej nie radzą sobie z realnym widokiem gołej piersi, uznając ten widok za coś w rodzaju pornografii. To jakiś pierwotny strach kapłanów przed kobiecością? Zresztą nie specjalnie to Jongleura obchodzi. Pozostawmy to jako wdzięczne pole do popisu dla psychologów, seksuologów etc. Natomiast aby sprowadzić duchownych mężów na ziemię proponuję posłuchać piosenki Polska Madonna do słów Agnieszki Osieckiej.
W zasadzie wino narzuca się tu samo, ale ponieważ współczesne liebfraumilch o lata świetlne odległe jest od pierwowzoru z kościelnych winnic Wormacji, Jongleur dedykuje je, a zwłaszcza etykietę temu nadwrażliwemu kapłanowi, sam zaś, aby jednak utrzymać się w pewnej konwencji, łapie flaszkę mozelskiego rieslinga z winnicy Domprobst w Graachu, także kościelnej proweniencji.
Jednym z gospodarujących tu winiarzy jest Willi Schaefer. Na ledwie paru hektarach wyczarowuje rieslingi łączące piękną równowagę z całkiem solidnym ekstraktem. Nawet kabinet ma, obok lekkości i finezji, sporo głębi. Świetna kwasowość, ale przede wszystkim przepiękny, lekki aromat owoców, kwiatów, z delikatną nutą mineralną, lub jak kto woli łupkową naftą, miękka słodycz i to cudowne ledwie 8% alkoholu. To się po prostu świetnie sączy.
Rioja czyli bielszy odcień bieli
Jongleur nie przepada za czerwoną klasyczną rioją. To znaczy nie przepada za jej obecnymi interpretacjami, co nie znaczy że są to wina złe. Przeciwnie, są coraz lepsze i coraz bardziej przewidywalne. Doskonałe do sączenia w wygodnym fotelu, kiedy nie za bardzo chce się myśleć o tym co się sączy. Jongleur już wie co będzie pić na starość – Mugę Crianza. Teraz jednak zarówno z uwagi na portfel jak i stan umysłu szuka dla potrzeb winnego wtorku (nawiasem mówiąc dla Jongleura każdy dzień jest winny) czegoś bardziej ożywczego. I znajduje. To Monopole z rocznika 2010 czyli biała rioja wytwarzana przez C.V.N.E. jednego z najbardziej dla regionu zasłużonych producentów, ostatnio we władaniu Freixneta. Viura, inaczej macabeo to trudny szczep, jeśli chce się z niego zrobić wino lepsze niż bankietowa masówka.
Dlatego chyba do produkcji białej riojy władze regionu dopuszczają coraz to nowe szczepy – ostatnio chardonnay. W ten sposób odchodzą w niepamięć kolejne fajne wina na rzecz bezosobowej poprawności. Niemniej jednak dziś na stole z okazji Winnych Wtorków czysta viura. No prawie czysta, bo przyznają się do odrobiny malvasii i garnachy. Przyznać trzeba, że winemakerka Maria Larrea wykonała doskonałą robotę. Wino ma ładny aromat cytrusów z mocnymi nutami skórki jabłek i akcentem ciasta. Mimo sporego ekstraktu nic w nim z ospałości tak często spotykanej w macabeo. Przeciwnie, wino jest czyste i rześkie z posmakiem cytryny i wyraźnym akcentem wapiennej skały. Ma ciało i dobrą kwasowość. Żywe i szczęśliwie bez żadnej beczki, pokazuje bardziej elegancką stronę viury. Nieźle wydane 37 zł. Z kieliszkiem w ręku Jongleur słucha utworu z odpowiednim do białej riojy tytułem A Whiter Shade of Pale grupy Procol Harum. To taki sam nestor w muzyce rockowej jak C.V.N.E. w riojańskich winnicach. Ale brzmi nadal całkiem świeżo.
Monopole 2010
Rioja DOCa
Compañia Vinicola del Norte de España
Importer – El Catador
Jongleur po ciemnej stronie mocy
Jongleur z pewnym zaskoczeniem odkrywa, że stoi po ciemnej stronie mocy i nie chodzi tu o jego upodobanie do płci przeciwnej, ewidentne nadużywanie różnych używek oraz głośne dawanie wyrazu uwielbieniu dla profesora Balcerowicza i zespołu Black Sabbath.
Otóż do obozu zdrajców ojczyzny, stojących po ciemnej stronie, zaliczył Jongleura wybitny intelektualista, europoseł Czarnecki gdyż:
Jongleur nie wierzy w strategiczny geniusz prezesa K, uważając go za człowieka chorego z ambicji, gotowego w imię swoich ambicji podpalić państwo, choć niechętne Jongleurowi ale w jakimś sensie jego. 
Jongleur jest absolutnym wyznawcą „kłamstwa smoleńskiego” uważając, że Antoni Macierewicz musiał w młodości boleśnie zderzyć się z jakąś brzozą czego skutki ponosimy wszyscy do dziś.
Jongleur popiera czołobitność władz III RP wobec Berlina i Brukseli, uważając, że tylko integracja ze strukturami europejskimi stanowi gwarancję pogrzebania idei IV RP i przebicia jej piersi osinowym kołkiem.
Bijąc się w piersi za swe grzechy Jongleur publikuje zdjęcie prawdziwego patrioty w stosownym krawacie. To tak aby nie zapomnieć. Aha i nie jest to żadna manipulacja – on naprawdę tak wygląda. W każdym razie szybka wolta i zamiana jednego wodza na drugiego ewidentnie się Czarneckiemu opłaciła. W końcu dzięki sporej kasie (Marek Migalski chwalił się że odłożył w Brukseli jakieś 300 tysi euro po półtora roku), Czarnecki może olewać dyskusje o systemie emerytalnym.
Jako sprzedawczyk i zdrajca Jongleur dedykuje Czarneckiemu utwór Paranoid klasyka satanizmu i heavy metalu, czyli grupy Black Sabbath z czasów kiedy Ozzy Osborne nie zamienił się jeszcze w celebrytę w kapciach.
Słuchając Paranoid Jongleur postanawia zostawić Czarneckiemu nie otwartą jeszcze butelkę rumuńskiego merlota o wdzięcznej nazwie Vampir – może mu się przyśni. Sam jednak, aby utrzymać się w klimacie siegnie po wino znacznie lepsze – ot taki przywilej zdrajcy. Czarownice z zagrody wróżek, to podstawowe wino kultowej winiarni Les Clos des Fées. Jongleur otwiera butelkę z roku 2006.
Grenache i carignan ze starych krzewów i młode syrah dają wino krwiste, gęste, pełne aromatów przysmażonych owoców, porzeczek, jagód, śliwek, południowych ziół, dymu z zanikającymi nutami zwierzęcymi, które mocno uwydatniały się jeszcze dwa, trzy lata temu. Dobry czas na to wino, które wyzwoliło się z młodzieńczej dzikości, pozostając jednak delikatnie mroczne. Widać coś z tych czarownic w sobie ma. Może też stoi po ciemnej stronie mocy? W każdym razie siła – nieco wygładzona, choć garbniki nadal zadziorne, i spora głębia pozwala Jongleurowi z godnością znieść etykietkę zdrajcy. Prawdę mówiąc po dwóch kieliszkach ma to w dupie, czego i wszystkim pozostałym życzy.

![Jacek_Kaczmarski_3251270[1]](http://jongleur.pl/wp-content/uploads/2012/04/Jacek_Kaczmarski_32512701-300x243.jpg)
![embruix-de-vall-llach-2005-doca-priorat_0_b[1]](http://jongleur.pl/wp-content/uploads/2012/04/embruix-de-vall-llach-2005-doca-priorat_0_b1-95x300.png)